Grafomania

Maj miał być miesiącem wolnym od jakiejkolwiek grafomanii. Nie uważam się bynajmniej za grafomana, bo wiem (tutaj wykażę się z lekka nie skromnością), że mój styl pisania może się podobać. W wyniku tego, z dużą dozą prawdopodobieństwa dostrzegam lub bardziej staram się dostrzec u siebie pewien wzorzec pisarski, wokół którego powstają teksty. Kontur ten wypełnia się, więc często treścią dla wielu niestrawną, wywołującą obstrukcję. Dlatego cieszą miłe komentarze, choć swoją drogą blogosfera to bardzo często towarzystwo wzajemnej adoracji. Pisanie pod wierną, choć nieliczną publiczkę? Może… Nie zamierzam z tego powodu nikogo przepraszać!

Pojęcia grafomania, użyłem jeszcze z innego powodu. Prowadząc blog i w miarę regularnie zapełniając go postami o przeróżnych treściach, nieświadomie wpada się w natręctwo pisarskie. Podobnie jak kilkanaście tysięcy osób korzystających z serwisu ownlog.com staram się wzbudzić czyjeś zainteresowanie, dręcząc przy okazji swoimi postami moralistów. Nie jestem typowym prowokatorem, choć niekiedy świadomie dążę, do wywołania dyskusji, na tematy określone mianem tabu przez zniewolone przez media, społeczeństwo. Nie robię też problemu, gdy ludzie nie wykazują zainteresowania. Każdy ma wybór, a ja nie będę nikogo zmuszał. Mówiąc po młodzieżowemu i nieco wulgarnie, mam wyjebane na to, co, kto i jak myśli o mojej twórczości, czy czyta nieregularnie powstające posty, z większa regularnością. Nie ukrywam przy tym jednak, że cieszą mnie sygnały sympatii wysyłane w moją stronę, dotyczące sposobu składania liter w zdania, a zdań w akapity. Choćby środowisko permanentnie określiło i poziom artystyczny niedostatecznie i tak nie przestanę szczekać w swoim dialekcie. Bo „stety” jestem już nieuleczalnie chory na grafomanię…
12.05.2008 :: 23:11