O codzienności słów kilka

Budzik. Dobra! No możemy jechać kurwa! Otwieram oczy. Weź to głośniej! Rozglądam się po pokoju. Weź to głośniej! Prawa noga dopasowuje się do podłogi. Weź to gło… Wyłączam alarm cykliczny. Szybkim krokiem do łazienki. Szczoteczka plus pasta. Woda. Szybko do kuchni. Kilka kanapek. „Wprost” lub „Gość Niedzielny”. Czerwona herbata. Folia aluminiowa. Drugie śniadanie do plecaka. Rzut oka na notatnik. Ponownie rytuał ze szczoteczką. Mexx Ice Touch. Komputer. Thunderbird. Odebrane (7). Wisła – Widzew 1:0! Wyłącznik. Sprint do garażu. Samochód. Przekręcam kluczyk w stacyjce. Odpalam płytę. Pieniądz to nie cel, to was gubi naiwniacy / Rób coś z sercem, a dostaniesz go na tacy… Jadę. Mijam zabudowania, samochody. Rozmawiam z Anitą. Zestaw działa świetnie! Dojeżdżam! Parkuję przed sklepem. Dzień dobry! Jaką farbę? Akrylux? Polinit? Cieszynka? Niestety kasetonów nie mamy. Sprzedaję, wypłacam resztę i dziękuję. 8 godzin w pomieszczeniu. Do widzenia – do jutra! Wychodzę. Odpalam Seicento. Kierunek – parking przed dworcem. Opłata za godzinę – 1,5 zł. OK? Można zapłacić przy wyjeździe? OK. Wszystkie całodniowe zeszły? Tak? Zamykamy interes! Angielski. Nie chcę już stać bezczynnie więcej… I’m tired, but it’s OK. Słówka, unity, konwersacja i gramatyka. Goodbye everybody! Wychodzę. Telefon. Halo? Nie chce mi się palić! Kiedy indziej! Zdzwonimy się! Wiem, kiedy zawodzę, wiem ile jestem wart. / Tyle razy mnie uchronił tylko głupi fart…Powrót do domu. Mijam kościół, szrot samochodowy w sąsiedztwie. Jestem! Cofam do garażu. Obiado – kolacja z mikrofalówki. Zielona herbata. Telefon i Anita. Siadam przed monitorem. Odpisuje na maile. nasza-klasa.pl – pustki? Dziwne! Lobelia inflata na sen. Prysznic. Zerkam w notatnik. Masa spraw do załatwienia na jutro. Krótka rozmowa z NAJWYŻSZYM. Dobranoc – to był ciężki dzień! Jak co dzień! See you tomorrow!
03.03.2008 :: 23:12



Nie chce mi się

Gdyby chciało mi się pisać, oczami wyobraźni moglibyście dostrzec te porozrzucane po stole kartki i dokumenty. Umowę o pracę, skserowane notatki na przedmiot – Konsument w UE, nie podpisaną umowę o odpowiedzialności materialnej, raporty kasowe, czy list z TUWu. Dowiedzielibyście się, że obok papierów walają się po stole talerze i miseczki opróżnione podczas obiadokolacji. Że jadłem kapuśniak, ryż ugotowany na rosole według przepisu mojej mamy i pierogi z truskawkami. Że w trakcie jedzenia przeglądałem kupiony kilka godzin temu „Wprost”. Że tato, wbrew swojemu codziennemu zwyczajowi, nie zostawił na regale zegarka. Że babcia nie domknęła szafki, w której trzyma wszelkie medykamenty. Że ktoś z domowników rozpoczął kurację suplementem diety o nazwie Asparaginian Extra, z uśmiechniętym starszym panem w jasnym garniturze na opakowaniu. Że mama na kartce dopisała do listy zakupów suchą karmę dla psa. Że Puszek przeraźliwie piszczy w kotłowni. Że należy z nim jechać do weterynarza, bo to prawdopodobnie zapalenie ucha środkowego. Że… Przepraszam! Nie chce mi się!
07.03.2008 :: 08:09



Job... Zawodowo...

Nie tak dawno ktoś powiedział mi, że jestem niepoważny, gdyż za często zmieniam pracę. To fakt! Przez całą krótką karierę zawodową zdążyłem już pracować jako urzędnik, pracownik supermarketu, ochroniarz, sprzedawca, malarz, parkingowy. Nie wliczam już do tej listy innych, mniej lub bardziej gównianych zajęć, jakie wykonywałem. Nigdzie nie mogłem zatrzymać się na dłużej. W większości miejsc nawet nie chciałem. Po kilku latach jednak, mając w planie za pół roku zmienić stan cywilny, doszedłem do wniosku, że pora się ogarnąć. To nie tak, że przez cały okres, czyli po skończeniu liceum, od kiedy zacząłem pracować, studiując jednocześnie zaocznie, byłem lekkoduchem. Jeśli już to na pewno nie do końca. Teraz jednak potrzeba mi spokoju. Brak mi już sił by szarpać się z życiem. Wspomnień z tego okresu i tak nikt mi nie odbierze. Doświadczenia natomiast zaprocentują. Nie wiadomo w końcu, która z tych umiejętności, które nabyłem może się jeszcze przydać. Niech więc taki ktoś nie myśli, że podejście do życia z odrobiną nonszalancji, ale jednocześnie z pokorą wobec przyszłości musi oznaczać brak powagi. Mówią, że każdy jest kowalem własnego losu. Mówią też, że trzeba brać życie takie jest i potrafić się tym cieszyć. Prawda jak zwykle jest pośrodku. Dlatego potrzebne jest osiągnięcie pewnej równowagi, co w życiu jest najtrudniejsze…
09.03.2008 :: 15:33



Sex i żelki

Leżeliśmy na łóżku. Przytuleni, pełni buzujących w nas hormonów. Choć zmęczeni po całym tygodniu pracy, przepełniała nas pozytywna energia. Odgryzaliśmy głowy żelkowym miśkom, bynajmniej nie spod znaku Haribo. Wiadomo. Dobre, bo polskie. Zębami też odrywaliśmy od tułowia ich kończyny. Dolne i krótsze, przypominające owalne i płaskie zarazem wypustki, kończyny górne. Było wspaniale. Poczułem, że mógłbym spróbować podobnie ukąsić Anitę. Chora fantazja – taka perwersja! – pomyślałem i zamieniłem chęć w czyn. Nie oponowała. Podobało się jej, że lekko zacisnąłem swoje zęby na jej szyi. Zrewanżowała się nieśmiałym pocałunkiem, który nabrał zdecydowanie głębi w swoim znaczeniu. Kocham Cię mój misiaczku – wyszeptała kilka milimetrów od mojego ucha. A później…? Kochaliśmy się pośród porozrzucanych na łóżku żelatynowych misiów, w cieniu poświaty, jaką rzucała na pokój nocna lampka. Taki fetysz! Nie ma co…
16.03.2008 :: 15:24



Poświąteczne rozkminki

Święta minęły. Minęło całe zamieszanie, jakie podobnym okresom nieodzownie towarzyszy. Szał zakupów i tym podobne wyścigi baranów. Lecz gdyby nawet nie było całej tej komercyjnej otoczki i tak nie lubię Świąt Wielkanocnych. Wiadomo. Smutne święta. Sam jednak jako osoba wierząca nie potrafię jeszcze tak bardzo skupić się na przeżywaniu tego okresu. Kiedyś Wielki Tydzień, Wielki Piątek, to były Wielkie słowa. Dziś to jedynie kolejny tydzień, kolejny piątek. Chyba gdzieś zatraciłem tą wiarę, albo tak jak powiedziała Bethany, bohaterka filmu „Dogma” Kevina Smitha, moje naczynko się rozrosło i teraz potrzebuje więcej wody, by się napełnić…

Ostatnio dopadło mnie straszne lenistwo jeśli chodzi o prowadzenie tego bloga. Jest mnóstwo spraw, o których chciałbym, a nawet powinienem napisać. Niezbyt przyjemne okoliczności, poznania pewnej miłej pani, historia Bogusia – zadbanego bezdomnego, czy opowieści spod snującego się po palcach dymu ze Spice’a Gold ciągle czekają na napisanie. Cóż z tego, że raz to po ludzku mi się nie chce, a dwa… No cóż. Dynamicznie. To ujmę. Czasu brak. Dosłownie i to tyle w tym temacie. Do następnej notki…
25.03.2008 :: 23:04



Złota przyprawa

Listonosz przyniósł dobrze zapakowana przesyłkę. Przeleżała pod czujnym okiem mamy i babci cały dzień, pośród zapachu gotowanej strawy. Kilka wielkich liter zamiast nazwy adresata z końcówką sp. z o.o. nie zrobiło na mnie wrażenia, podobnie jak fakt, że siedziba tej niby firmy mieściła się w Poznaniu. Interesowała mnie jedynie zawartość tej korespondencji. Otworzyłem list bez względnych skrupułów, degradując kopertę bąbelkową do roli papieru, jaki zwykle nikomu niepotrzebny ląduje w koszu na śmieci. Mym oczom ukazało się zielone coś, co podpisane było jako Spice Gold. Przetłumaczone na język francuski, niemiecki oraz hiszpański gapiło się na mnie bezczelnie swym okiem z widocznym złotym blaskiem. Po otwarciu opakowania poczułem trochę mdły, aczkolwiek dość przyjemny zapach ni to karmelu, ni miodu, z wyraźnym aromatem wanilii. Uśmiechnąłem się, bo już kiedyś dane mi było poznać tę woń. Nabiłem zwykłą szklaną lufkę pachnącym suszem, po czym odpaliłem najprostszym typem zapalniczki dostępnych powszechnie w punktach handlowych naszego kraju. Nie było to bynajmniej moje dziewicze spotkanie z ową kombinacją ziół, ale tym razem poczułem dziwną energię, która gdyby nie to, że Spice „idzie na oczy”, z pewnością nie dałaby mi z taką łatwością przenieść się do krainy Morfeusza trzy kwadranse później. Smak dym, który uwalniał się przy paleniu tego ustrojstwa, stał się wehikułem czasu, który w oka mgnieniu teleportował mnie w czasy młodości, gdyż przypominał niemal do złudzenia papierosy Vogue, którymi nie raz ratowała mnie przed lekcjami jedna z koleżanek w liceum. Po zaliczeniu kilku „komet”, które podrażniły me gardło, odłożyłem przyrząd szklany, mocno już zaciemniały od temperatury i palonych suszy roślinnych do kieszeni. Czułem jak na mojej twarzy, z minuty na minutę, coraz widoczniej, zakrzywiał się błędny uśmieszek. Co tu dużo pisać – upaliłem się jak smok. Rację mieli i sprzedawca, i użytkownicy największego internetowego o drugach, że to coś więcej niż substytut marihuany. Kombinacja starożytnego egipskiego narkotyku, jakim był kwiat lotosu z siedmioma innymi ziołami pozwala zapomnieć o Bożym świecie na kilka godzin i to po wypalonych kilkudziesięciu miligramach. Inne tzw. substytuty Cannabis indica ograniczyły się w psychoaktywnym działaniu jedynie do efektów na pograniczu placebo. Złota przyprawa jest inna. Po pierwsze i zarazem najważniejsze działa dokładnie tak jak marihuana, a na dodatek jest całkiem legalna. Póki co…
28.03.2008 :: 01:05



Parking: Akustycznie

Promienie wprost z najbliższej nam gwiazdy padające na wilgotną ziemię po zeszło dniowym, wiosennym deszczu, odbijały się od lśniących karoserii aut. Powietrze było świeże i czyste. Wszelki brud opadł wraz z poranną mgłą. Słychać było radosne pokrzykiwania przechodzących właśnie okres godowy najpospolitszych ptaków w Polsce. Warkot silników wszystkich typów samochodów przejeżdżających przez Plac Dworcowy, mieszał się z miłosną pieśnią wróbli. Młody chłopak rozmawiał przez telefon. Jego nogi straszyły wpadającymi w róż butami Pumy, sygnowanymi dodatkowo logo Ferrari, zaś głowa stojącym na żelu irokezem. Obok niego młody ojciec, wrzeszczał na swojego kilkuletniego syna, który miał to nieszczęście, że wdepnął w głęboką kałużę. Paleta dźwięków powiększyła się wyraźnie, gdy do autobusu kursowego zaczęli zjeżdżać się podróżni objuczeni niczym jaki. Emigracja rzecz jasna. Rudnik Tumway okazał się dziś być ich dyliżansem do euro, funtów, a może szwedzkich koron. Skupieni wokół tablicy informującej o przyjazdach autobusów – na niby przystanku – palili papierosy pośród poukładanych wokoło walizek. W przeźroczystym prostopadłościanie z żółtymi krawędziami, o który dba, a raczej powinna TP, kłócił się z osobą po drugiej stronie kabla obcięty bardzo krótko mężczyzna. Jego rozmówca, pewnie nie usłyszał nawet jego argumentów, gdyż zagłuszył je wjeżdżający na stację pociąg. W pobliskim kościele zabiły dzwony, które wspólnie z brzękiem monet w kieszeni wyznaczały mój czas. Dokładnie, pomimo zmiany czasu na letni.
30.03.2008 :: 16:22