Kiedyś, gdy patrzyłem na przechadzające ulicami pary tęskniłem za prawdziwym szczęściem. Byłem sam, więc daleko mi było do bliskości drugiej osoby płci przeciwnej. Homo wszak nie jestem, na prawo zaś ode mnie jeno beton widać. Gdy już poznałem kobietę swego życia, która zaraz na początku naszego toksycznego w swych zaraniach związku wcale tą na dobre i na złe się nie jawiła, zażyłości tej nie pielęgnowałem. Dziś wiem, że im więcej cięższego kalibru chwil ulotnych jak ulotka, co niekiedy kształtujące jest, tym człowiek dojrzalszy. Zmężniałem psychicznie, choć niektórzy stwierdza, że uległem presji życia i stałem się jedynie jednym z miliardów zwyczajnych. Życie, jak widać. Ja powiem: szczęście. Istota egzystencji wymalowana na mej twarzy i widoczna na środkowym palcu prawej dłoni. 23 dnia bieżącego miesiąca w kościele po raz pierwszy zabłysnął złoty GPRS i odtąd dzielnie świecił będzie. Szczęście? THC i etanol nim nie jest, choć „Dusza Mnicha” koloru rosso przed skonsumowaniem pożycia w dniu trzecim to szczęście akcentuje. Wyjątkowo i wystarczająco, bo szczęście to niewola miłości. Amen.
25.08.2008 :: 23:47