niezwyczajny

  • O mnie
  • RSS

Kategorie

    ALTER EGO(5)
    Codzienne(37)
    Historie spisane(15)
    Zwyczajne(11)
    Przemyślenia(53)
    Dziwne(18)
    Parking(10)
    Szczególne(14)
    Śmieszne(1)
    Drug Experience(4)
    Trip Raporty(6)

Archiwum


    2012:1
    2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1
    2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1
    2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1
    2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1
    2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1
    2006:12
  • Kierat noworoczny 01.01.2012 :: 14:13

    Komentuj (1)

    Tytułem wstępu zaznaczę, że narzuciłem sobie kierat, którym są postanowienia noworoczne. Niby niewiele, niby wszyscy tak robią, niby obciach, bo i tak wraca się po jakimś czasie do własnych przyzwyczajeń i wad, które próbujemy zwalczyć. Ale co tam! Nadzieja matką głupich, a ja jestem stety/niestety wśród nich. Moją historię znacie przecież doskonale. Wiele szumu przed, a w trakcie trajektoria opadająca i w najlepszym wypadku rozbijam się o poziom, z którego startowałem. Spróbuję jednak raz jeszcze, mimo że wiele mam do nadrobienia, do poprawienia, wiele zmian muszę wprowadzić. Lekarz, lecytyna plus piracetam regularnie, zresztą podobnie jak jogging. Blog pasowałoby udoskonalić, pewne teksty usunąć, inne zredagować. Fotobloga też bym wreszcie założył. O jej! Tyle planów i pomysłów, że mi życia nie starczy, zwłaszcza, że podobno mamy czas do któregoś grudnia.

    Komentuj (1)

  • Reaktywacja 31.12.2011 :: 22:22

    Komentuj (2)

    Nie było mnie tu prawie dwa lata. Nie to, że nie chciałem, po prostu tak wyszło. Z tytułowego Life, sex & psychodelic rozrósł się jedynie pierwszy człon, pochłaniając całkowicie - i dobrze - trzeci, a mając pakiet większościowy zmarginalizował seks. Wiele się też zmieniło, może zasadniczo, aż za wiele i nie wszystko na lepiej. Dzieci. (tak wiem liczba mnoga, czytaj zmiana) Jestem z nich w stu procentach dumny. Dwa razy w życiu wyszło mi tak naprawdę coś co ma ręce i nogi. Teraz tylko się do Boga modlić o rozum i zdrowie. Byle się tylko nie pogorszyły. Kondycja już dawno nie ta, pasowałoby pożyczyć płuca, bo moje się zapadły. Zdrowie? Dziekuję nie narzekam. Rozum? Ciężka sprawa. Bez Google Calender nie dałbym rady. Lecytyna w roku z katastroficzną datą poprawi te ubytki powstałe na skutek używek, do których z geograficznego słownika od siebie dorzucam tylko cannabis. Czy to zapowiedź reaktywacji życiowo, jakkolwiek to ciężko nie zabrzmi w polskim wydaniu, psychodelicznie nie żywego ze szczyptą seksu bloga? Pisanie wciąga, ale biorąc pod uwagę niską konsekwencję moich czynów... Zobaczymy! Póki co zmieniłbym layout, bo Alexa Grey'a, choć szanuję i lubię jego prace, to nie po drodze mi z jego wizją filozoficzną. Wolałbym coś prostego, bo w orwellowskim 2011, zdominowanym przez smartfony, tablety i Windows 7, tylko proste, ale funkcjonalne rzeczy mogą przetrwać kryzys (czyt. upadek cywilizacji białego człowieka), który podobne jeszcze do nas nie doszedł. Ja czuję się trochę jak USA po Wielkim Kryzysie. Power jest i był, uaktywnia się! Pijcie do dna, za lepszy przyszły rok. Do ostatniej kropelki. Do zobaczenia.

    Komentuj (2)

  • News 07.09.2010 :: 14:00

    Komentuj (3)

    Nie byłem obecny na blogu prawie dwa lata nie wliczając w to notek, które jedynie okazjonalnie się tutaj od tego czasu pojawiały. Pragnę wszystkich, którzy tutaj od czasu do czasu wstępowali poinformować, że kildeisa, w formie do jakiej przyzwyczaił nie ma i nie będzie. Kiedyś napisałem że mam plan żeby wprowadzić coś innowacyjnego i wreszcie odkryłem co chcę robić. Zgubiłem się przez te dwa lata gdzieś, pomiędzy praca, a domem i zakręcony niczym tampon w piździe nie bardzo wiedziałem co mam ze sobą zrobić. W którym kierunku się rozwijać... Chyba znalazłem własną ścieżkę.

    Wracając do bloga to jeszcze nie ma decyzji czy zniknie z ownloga i pojawi się gdzieś indziej czy też pozostanie. Na pewno znikną wszystkie treści... kontrowersyjne. Zostaną przeniesione w stosowne mijsce Prywatnie też będę się udzielał, ale (chyba pokocham to wyrażenie) gdzie indziej i nie będę jedynie pisał, ale także fotografował, co ostatnio stało się moją pasją. Szczegóły wkrótce.

    Komentuj (3)

  • Do poniższej grafomani wymyślenie tytułu to niebagatelna sztuka 04.01.2010 :: 21:02

    Komentuj (3)

    Miewam chwile, a ostatnio nawet bardzo często, że brak mi wiary, lecz o miłości i nadziei nigdy nie zapominam. Być lepszym chcę, lecz brak mi konsekwencji w działaniu, co widać chociażby po regularności, a raczej jej braku w pojawiających się tutaj tekstach. Nie chcę smucić, ale nie mogę przestać, choć osobiście wolałbym smęcić regularnie niczym seria z maszynowego karabinu, niźli wystrzeliwać raz na jakiś czas niczym pocisk z lufy pistoletu. Może huk jest duży, ale cisza która pozostaje po tym „puknięciu” jest zbyt znacząca. Dawno już uzmysłowiłem sobie, że świat skończy się przede wszystkim wtedy gdy skończę się ja, lecz w dalszym ciągu zabija mnie brak metodyczności. Jest jak rak, który trawi mnie powoli, jakby na przekór wykazując te cechy, które ciężko umieścić w mej charakterystyce. Minął trzeci rok, odkąd postanowiłem podzielić się ze światem tym co urodzi mi się w głowie i choć nie spodziewałem się, że dotrwam tak długo, to jednak wstyd mi za siebie i własną niekonsekwencję. Innych powodów mego dyshonoru jest jeszcze kilka, ale wybaczcie – nie chcę o tym pisać, bo i tak wszyscy dobrze wiecie o co chodzi. Zespół amotywacyjny zrobił wystarczająco wiele, by mój regres, jeszcze się pogłębił. Jeszcze nie tak dawno byłem pewny, że moja bessa nadal trwa, a codzienność zabija we mnie pasję. Myślałem, żeby to rzucić w cholerę i wyjechać na Mazury lub Bieszczady, ale na szczęście skutecznie ten pomysł wyperswadowała mi świadomość bycia mężem i ojcem. Przez pewien czas właśnie te dwie ostatnie role obwiniałem o zabójstwo chęci, lecz wraz z wybuchem pierwszy fajerwerków, doszło mi do tego durnego łba, że tak naprawdę w tym tkwi klucz do znalezienia inspiracji.

    Komentuj (3)

  • Każdy dzień rodzi nowe paranoje 07.11.2009 :: 13:22

    Komentuj (1)

    Tysiące myśli, których wszystkich nie sposób połączyć w jeden spójny tekst. Jeżeli tak ma wyglądać rozmienienie swojego niby talentu literackiego na drobne to wolę popaść w nirwanę!

    Wygodne łóżko, przyjemny chłód dochodzący od strony uchylonego okna, spokój… Choć własne mieszkanie jest kilka kilometrów od miejsca gdzie się znajduję, jest mi dobrze. Przyjemnie poleżeć po sytym obiedzie, w pokoju siostrzeńca Anity i nie myśleć o problemach związanym z pracą, lecz rozkoszując się naparem z mięty, błogością i świętym spokojem.

    W życiu każdego człowieka nadchodzą niekiedy chwile, że spiętrzone kłopoty w które się uwikłał, tworzą gąszcz pozornie nie do przebycia. Słabi wpadają w depresję lub w używki, tchórze uciekają w modlitwę, chorzy szukają sznurka lub paska. Uparci walczą. Jeszcze kilka tygodni temu podły humor , wynikający z problemów zawodowych nie pozwalał mi patrzeć na świat z optymizmem. Jedna z ostatnich notek wręcz kipiała defetyzmem, życie przybrało barwy ciemne, marzenia, które rozświetlają egzystencjalną ścieżkę, zarosły ostami i ostrężyną, a ich blade światło ginęło w mroku jaki potęgowały wybujałe chwasty pesymizmu. Na szczęście poprzedni opis to przeszłość. I choć każdy dzień, czy zimny i pochmurny, czy ciepły i słoneczny tworzy nowe paranoje, z którymi należy się mierzyć. Zwycięstwo nad nimi jest zaś moim obowiązkiem.


    Komentuj (1)

← Poprzednie →
Copyrights © 2003 - 2011. ownlog.com | fotolog.pl
  • Szablon: maxbmx.ownlog.com
  • SEO: ageno.pl
  • Sponsor: CRM