Miewam chwile, a ostatnio nawet bardzo często, że brak mi wiary, lecz o miłości i nadziei nigdy nie zapominam. Być lepszym chcę, lecz brak mi konsekwencji w działaniu, co widać chociażby po regularności, a raczej jej braku w pojawiających się tutaj tekstach. Nie chcę smucić, ale nie mogę przestać, choć osobiście wolałbym smęcić regularnie niczym seria z maszynowego karabinu, niźli wystrzeliwać raz na jakiś czas niczym pocisk z lufy pistoletu. Może huk jest duży, ale cisza która pozostaje po tym „puknięciu” jest zbyt znacząca. Dawno już uzmysłowiłem sobie, że świat skończy się przede wszystkim wtedy gdy skończę się ja, lecz w dalszym ciągu zabija mnie brak metodyczności. Jest jak rak, który trawi mnie powoli, jakby na przekór wykazując te cechy, które ciężko umieścić w mej charakterystyce. Minął trzeci rok, odkąd postanowiłem podzielić się ze światem tym co urodzi mi się w głowie i choć nie spodziewałem się, że dotrwam tak długo, to jednak wstyd mi za siebie i własną niekonsekwencję. Innych powodów mego dyshonoru jest jeszcze kilka, ale wybaczcie – nie chcę o tym pisać, bo i tak wszyscy dobrze wiecie o co chodzi. Zespół amotywacyjny zrobił wystarczająco wiele, by mój regres, jeszcze się pogłębił. Jeszcze nie tak dawno byłem pewny, że moja bessa nadal trwa, a codzienność zabija we mnie pasję. Myślałem, żeby to rzucić w cholerę i wyjechać na Mazury lub Bieszczady, ale na szczęście skutecznie ten pomysł wyperswadowała mi świadomość bycia mężem i ojcem. Przez pewien czas właśnie te dwie ostatnie role obwiniałem o zabójstwo chęci, lecz wraz z wybuchem pierwszy fajerwerków, doszło mi do tego durnego łba, że tak naprawdę w tym tkwi klucz do znalezienia inspiracji.
04.01.2010 :: 21:02
Tysiące myśli, których wszystkich nie sposób połączyć w jeden spójny tekst. Jeżeli tak ma wyglądać rozmienienie swojego niby talentu literackiego na drobne to wolę popaść w nirwanę!
Wygodne łóżko, przyjemny chłód dochodzący od strony uchylonego okna, spokój… Choć własne mieszkanie jest kilka kilometrów od miejsca gdzie się znajduję, jest mi dobrze. Przyjemnie poleżeć po sytym obiedzie, w pokoju siostrzeńca Anity i nie myśleć o problemach związanym z pracą, lecz rozkoszując się naparem z mięty, błogością i świętym spokojem.
W życiu każdego człowieka nadchodzą niekiedy chwile, że spiętrzone kłopoty w które się uwikłał, tworzą gąszcz pozornie nie do przebycia. Słabi wpadają w depresję lub w używki, tchórze uciekają w modlitwę, chorzy szukają sznurka lub paska. Uparci walczą. Jeszcze kilka tygodni temu podły humor , wynikający z problemów zawodowych nie pozwalał mi patrzeć na świat z optymizmem. Jedna z ostatnich notek wręcz kipiała defetyzmem, życie przybrało barwy ciemne, marzenia, które rozświetlają egzystencjalną ścieżkę, zarosły ostami i ostrężyną, a ich blade światło ginęło w mroku jaki potęgowały wybujałe chwasty pesymizmu. Na szczęście poprzedni opis to przeszłość. I choć każdy dzień, czy zimny i pochmurny, czy ciepły i słoneczny tworzy nowe paranoje, z którymi należy się mierzyć. Zwycięstwo nad nimi jest zaś moim obowiązkiem.
07.11.2009 :: 13:22
Wszystko co złe, szybko upłynnia się, gdy tylko spojrzę na moja córkę, choć brzmi to tak trywialnie jak wypowiedź tatusia z amerykańskiego filmu z serii okruchy życia. Prawda? Kocham patrzeć, jak bawi się na macie edukacyjnej swoimi zabaweczkami, jak karmiona przez Anitę je kaszkę o smaku bananowym, tudzież truskawkowym, a już zupełnie tracę głowę dla Amelki podczas codziennej, niemal rytualnej już kąpieli. Ojcostwo to najpiękniejszy czas w życiu faceta, mimo że pociąga za sobą lawinę wyrzeczeń i wydatków. Lista jest długa, a podsumowanie bolesne. Cóż z tego skoro na łopatki pod ciężarem rodzicielstwa pada cały mój hedonizm i egoizm. Zupełnie brak na niego miejsca i choć czasem próbuje podnieść się z klęczek, to proza codzienności wygrywa z nim przez nokaut techniczny. Moje wszystkie słabości przy wszystkich zmianach jakie wprowadza dziecko są tylko nic nie znaczącymi epizodami, bo jakże mają konkurować do cholery z rodzicielstwem, małżeństwem, czy nawet pracą zawodową? Na starcie zostają daleko z tyłu, bo przecież to wszystko i tak sprowadza się do tego by Amelka miała jak najlepiej. Jednak samo bycie ojcem i mężem nie wyleczy mnie z tych wszystkich bolączek z którymi borykam się od lat. Można się starać, ale jak ogólnie wiadomo dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. TCHÓRZ, LEŃ i KŁAMCA codzienność musi traktować jako arenę, na której regularni rywalizuje, chyba tak naprawdę sam ze sobą. Całe szczęście, że przy całym swoim „nicnieróbstwie” , wykazuję tę odrobinę inicjatywy, która sprawia, że sam siebie bez kłamstwa nie mogę nazwać permanentnym użytkownikiem kanapy, o którym pisał w jednym ze swoich utworów Jan Brzechwa.
02.11.2009 :: 21:19
Z tym tekstem miałem pojawić się ponownie jeszcze w październiku i pewnie udałby mi się ten zabieg, lecz zespół amotywacyjny, z który dotknął mnie bezpośrednio tej jesieni pozwolił jedynie na nabazgranie tych słów na kartce. Taka jest niestety konsekwencja zbiorów kwiatostanów w ogóle, że rzeczy średnio-ważne stają się zupełnie błahe, nie wspominając, że gradacja dotyczy nie tylko ich. Sezon się udał, co prawda nie w pełni, rolnikiem nie zostałem, ale open seed zakiełkowała w głowie i nakreśliła różnice, podkreślając swoją naturalność. Co dzień ZN jak rapowali chłopaki z Molesty przed laty, sprawiło że kolorowe życie nabrało znacznie intensywniejszych barw, ale skutek uboczny w postaci wspomnianej wcześniej abulii, delikatnie mnie przystopował w robieniu czegokolwiek, co nie przeszło przez moje wewnętrzne sito o przepustowości potrzeb co najwyżej pierwszego lub drugiego stopnia. Z drugiej strony wystarczyło jedynie ledwie 7-dniowe katharsis, które z czasem ograniczyłem na tydzień pracy, nie wliczając piątku. Frajda jaką dawał ten śmieszny papieros, zaczęła zupełnie nużyć, a jedynym pozytywnym aspektem stawała się wizja odtrucia dnia następnego, a nie słodkiego dymu. Szkopuł jednak w tym, że kolejny dzień aż prosił się o to, by otoczyć się słodkim aromatem i dostałem szkic prostego schematu zwanego uzależnieniem psychicznym. Na całe szczęście wszystko „siedzi w głowie”, dlatego walka z nim, odbyła się na myśli, a tarczą stała się silna wola.
W oryginale, czyli tym co kilka tygodni temu naskrobałem na kartce, miałem przedstawić podróż psychologiczną przez tą prawie już dekadę mojego związku z Marią Joanną, lecz gdy raz jeszcze, chwilę temu powróciłem do zapisanych niebieskim długopisem słów, zaniechałem „zripowania” ich do wersji elektronicznej.Cała podróż, która zaczęła się w czasie licealnej nudy na tyłach szkoły, choć była początkiem czegoś ważnego w moim życiu, zdegradowana została przez czas jako najmocniejszy czynnik, do roli ciekawego, ale tylko epilogu. Fakt faktem przechodząc do puenty tego co miało się w miejscu tego zdania znaleźć, wspomnę tyko, że kupując trawę od dilera, przez te wszystkie lata nie zdawałem sobie sprawy, jaki tak naprawdę syf „musiałem” palić. Całe szczęście trafił w moje ręce naturalny sort, a ja dzięki niemu wiem że nie kupię już nigdy trawy od dilera, choćby za cenę dłuższej przerwy – do czasu zbiorów rzecz jasna.
01.11.2009 :: 09:19
Chciałem kolejny już raz powitać serdecznie wszystkich, którzy wchodzą regularnie na mój blog. Moja dotychczasowa nieobecność była chyba najdłuższą w historii, dlatego nie ma się co dziwić że prawie zapomniałem jaka to satysfakcja podzielić się z całym światem własnymi emocjami. Po ostatnim wpisie wydawać się mogło że ustabilizowałem się. Pozornie. Niestety to wszystko co złe, wróciło do mnie ze zdwojoną siłą. Całe to zło to tak naprawdę wszechogarniające błoto, które mnie otacza. Bezkształtna, lepka i rozrastająca się masa, w której już tkwię po szyję. Mieszanina kłamstw, używek i chciwości. Tfu! Rzygać mi się chce na ten widok – zaczynam się w tym topić… Oportunizm nie zawsze prowadzi do sukcesu czego jestem najlepszym przykładem. W czym więc mam pokładać nadzieję…?
Pamiętam, jak kilka lat temu przerabiałem mniej więcej ten sam schemat. Wówczas uratowało mnie wiara. Dziś zaliczyłem pętle, ale tej zupełnej beznadziei która mnie dopadła ponownie zwróciłem się w kierunku Boga. Być może wiele jest racji w słowach mojej żony, która nie tak dawno powiedziała mi, że zwracam się ku religii, wtedy gdy coś nabroję. Powodem jest moje tchórzostwo, ale na szczęście jutro będzie drugi dzień reszty mojego życia, a jego datę zapamiętam niczym dzień urodzin córki!
03.08.2009 :: 23:43